|
|
||
|
SZARŻĄ NAPRZÓD Rozważania na marginesie Regulaminu Kawalerii Polskiej z 1933 roku – cz. IV władanie bronią Wojskowe regulaminy z minionych wieków stanowić mogą cenne źródło wiedzy na temat ćwiczeń szermierczych przygotowujących żołnierza do walki na polu bitwy. Różnią się w kilku aspektach od traktatów szermierczych, owego bezcennego źródła dla rekonstruktorów European Martial Arts. Źródła wiedzy i źródła nieporozumień. Autorzy Regulaminu wojskowego nie przekazywali, w odróżnieniu od mistrzów szermierczych, żadnej sekretnej wiedzy w formie zakodowanych dwuwierszy jak np. Fiore dei Liberi, nie starali się też zrobić ze swoich dzieł czynników marketingowych, jak Hans Talhoffer. Ich przekaz musiał być maksymalnie jasny i czytelny dla oficerów odpowiedzialnych za wyszkolenie żołnierzy. Celem pisania regulaminów była pewna standaryzacja umiejętności bojowych wojska, a czynnikami, które wywierały na ich kształt ogromny wpływ była ograniczona ilość czasu przeznaczona na szkolenie i chęć uzyskania konkretnego efektu – skuteczności w walce. Dlatego ludzie szukający w regulaminach wojskowych sposobu, jak poprzez ćwiczenie 10 tysięcy cięć osiągnąć pełną harmonię ducha i ciała raczej zostaną zawiedzeni natomiast praktycy walki, czy trenerzy – mogą wyciągnąć wiele cennych nauk. Inaczej sytuacja przedstawiała się w Polsce, gdyż nieco inne były doświadczenia Wojska Polskiego po wojnie 1920 roku. Wojna ta, pod pewnymi względami stanowiła krok wstecz w stosunku do I wojny światowej. Ogromne kłopoty materiałowe walczących stron, problemy z transportem amunicji, słabe wyszkolenie i niski poziom wiedzy technicznej żołnierzy, duża aktywność kawalerii upodabniały zmagania roku 20 do walk w sienkiewiczowskim stylu. Tyraliery piechoty często zderzały się ze sobą w walce na bagnety, szwadrony kawalerii ruszały do szarż, pościgów i walk harcowniczych. Wojskowi, którzy układali Regulamin Kawalerii z 1933 roku mieli przed oczami szarże, w których pojedyncze szwadrony ułanów roztrącały całe pułki czerwonych kozaków. Często zresztą sami w te szwadrony prowadzili. Jak w dawnych, zapomnianych wojnach o zwycięstwie lub przegranej decydowała szabla, lanca, pewna ręka i pewne oko kawalerzysty. Nie jest więc rzeczą dziwną, że duża część Regulaminu poświecona jest właśnie wyszkoleniu we władaniu bronią białą, typową dla kawalerzysty – szablą oraz lancą. Regulamin kawalerii 1933 roku jest pisany w duchu „szarży” – charakterystycznym dla całej naszej przedwrześniowej kawalerii. Jazda miała być w założeniu bronią wybitnie ofensywną, górująca nad potencjalnym przeciwnikiem aktywnością, odwagą i chęcią rozstrzygnięcia walki na swoja korzyść. Takich cech wymagano stale od kandydatów na oficerów i podoficerów zawodowych, taki styl wyrabiano w młodych rekrutach szkolonych na ułanów czy strzelców konnych. Ceniono zadziorność, odwagę, trzeźwą ocenę sytuacji. O oficerach, którzy wyróżniali się takimi cechami mówiono z uznaniem – „pistolet”. Zgodnie z Regulaminem, oficerowie, podoficerowie i starsze roczniki poborowych kawalerii mieli trenować się w szermierce przez OKRĄGŁY ROK. Ducha zaczepnego kawalerii w najwyższym stopniu wyrażać miała broń biała i chęć dążenia do rozstrzygnięcia walki na swoja korzyść poprzez walkę wręcz. Szkolenie w walce białą bronią miało więc dwojaki cel – nauczyć metody skutecznego wyeliminowania z walki przeciwnika i wyrobić w żołnierzu wymagane pozytywne cechy psychomotoryczne – pewność siebie, refleks, odwagę. Już we wstępie czytamy:
„ Broń biała - szabla i lanca - to tradycyjna broń kawalerji, wyraża ducha zaczepnego, który zawsze cechował i cechować powinien nadal kawalerję polską. W walce wręcz, w jak najjaskrawszy sposób występuje bezpośrednie współdziałanie jednostek i oddziałów, ta naczelna zasada działania na polu bitwy.” Już w czasach napoleońskich utarło się w Europie przekonanie, podzielane zresztą przez Cesarza Francuzów, że w Polsce utworzenie pułku lansjerów jest bardzo proste, bowiem każdy Polak od małego uczy się jazdy konnej, po płocie wchodząc na koński grzbiet a mały pastuszek konno i z lancą strzeże swoich stad. Pierwsza część tego twierdzenia była w czasach między wojennych jak najbardziej aktualna. Praktycznie wszyscy mieszkańcy wsi i spora część mieszczuchów radziła sobie z końmi. Inaczej nieco wyglądała sprawa powszechnej znajomości władania bronią białą. Czasy zaścianków, kultury szlacheckiej, młodych chłopców uczących się walki od małego pod okiem starych rębajłów minęły bezpowrotnie. Przed instruktorami stanęło zadanie, jak w ciągu kilku miesięcy z 18 – 19 letniego wiejskiego chłopca zrobić szermierza, który nie tylko będzie potrafił użyć w walce szabli, ale jeszcze zrobi to skutecznie. Jak każdy wojskowy regulamin, tak i Regulamin Kawalerii z 1933 roku opierał się na metodach sprawdzonych z lat minionych. Piszący go oficerowie wykorzystali wzory z kawalerii austryjackiej, pruskiej i znanej ze swej agresywności kawalerii rosyjskiej. Starano się jednak nadać ogólnie polski charakter tworzonemu dziełu, powołując się na nasz charakter narodowy i sukcesy odtworzonej kawalerii w ostatniej wojnie (1920 roku). Rekrut uczony był wykonywać z konia szablą trzy rodzaje cięć – „z góry”, „od ucha” (ukośnie z nad lewego ramienia w prawo) i „z dołu” (trudne cięcie wykonywane w kierunku odwrotnym do końskiego biegu). Dużą wagę w ćwiczeniach szablą przykładano do nauki pchnięć, których uczono wykonywać na obie strony – do przodu, do tyłu i w dół, czyli w kierunku leżącego na ziemi piechura. Bez trudu możemy dopatrzeć się tu dziedzictwa wielu wieków doświadczeń kawaleryjskich, które udowodniły ogromną skuteczność pchnięcia jako śmiertelnej techniki. Może jest to ostatnie echo użycia bojowego koncerza, który w reku polskich husarzy w ten właśnie sposób kierowano przeciwko piechurom próbującym umknąć miedzy końskimi kopytami. Oddzielnie omówiona w Regulaminie jest zasłona chroniąca głowę czyli nic innego jak zasłona piąta, na ćwiczeniach wykonywana na komendę „zasłona głowy”. Autorzy Regulaminu zwracają uwagę na prawidłowe trzymanie broni podczas wykonywania zasłon tj. mocny uchwyt rękojeści, pięść tworząca wraz z przedramieniem linię prostą, ręka lekko ugięta w łokciu. O ile w przypadku zasłon chroniących tułowia obrona może być wykonana przez odbicie lub wyłapanie broni przeciwnika, to w zasłonie głowy cięcie należy przyjąć statycznie na zastawę i natychmiast odpowiedzieć własnym atakiem. Nauka władania lancą w przedwrześniowej kawalerii rozpoczynała się bardzo wcześnie, prawie zaraz po przybyciu do koszar. Obejmowała opanowanie umiejętności wsiadania i zsiadania z konia z lancą, przyjmowanie odpowiednich postaw na komendę oraz techniki walki. Rozróżniano dwa rodzaje pchnięcia lancą – czynne i bierne. Ataki lancą wykonywane były na obie strony konia, do przodu i do tyłu, dużą wagę przywiązywano do atakowania leżącego na ziemi piechura. Do ćwiczenia ataku lancą używano pozorników. Był to najczęściej pierścień umieszczony na odpowiedniej wysokości, który należało nadziać na grot lancy lub pozornik leżący na ziemi w postaci worka, który atakowano niczym padającego przed koniem nieprzyjacielskiego piechura. Akcją defensywną, jaką miał opanować każdy kawalerzysta, był młyniec poziomy wykonywany jako technika zaczepno – obronną, na komendę „młyńcem bij!” Rekrutów uczono zgodnie z Regulaminem opanowywania poszczególnych technik władania bronią z konia, ataku pozorników. Ważną częścią wyszkolenia kawaleryjskiego, mająca przygotowywać do późniejszej walki z kawalerią nieprzyjaciela była nauka szermierki. Tak jak nad całym Regulaminem, tak i nad częścią poświęconą szermierce unosi się duch zaczepny.
Szermierka „Szermierka - walka wręcz - ma na celu zaszczepić w żołnierzu wewnętrzną pewność, że śmiałe natarcie jest najlepszym sposobem do osiągnięcia zwycięstwa nad przeciwnikiem. W walce wręcz zawsze będzie w gorszem położeniu ten, kto myśli tylko o obronie”.
Szkolenie szermiercze rozpoczynało się dla rekrutów od ćwiczeń pieszych w 6 miesiącu służby, szkolenie konne zaś w 7.
Do ćwiczeń przewidziano bardzo ciekawy zestaw broni i protektorów ćwiczebnych, pozwalających przybliżyć realia walki z prawdziwym, nie oporujacym przeciwnikiem. Jako broni używano palcata - trzciny (do ćwiczenia pojedynczych technik) i szabli ćwiczebnej, z tępą klingą, zaokrąglonym sztychem i rozbudowanym koszem. Jako protektory służyła rozbudowana maska szermiercza, nakarcznik (cięcia w tył głowy!) napierśnik, naplecznik, nabiodrki, karwasze. Autorzy Regulaminu przyjęli zasadę, wedle której najlepszą metodą nauki walki jest walka. Po opanowaniu podstawowych akcji zaczepnych i obronnych pod okiem instruktora pieszo przechodzono bardzo szybko do zasadniczego trzonu szkolenia, jakim były sparingi rozgrywane przede wszystkim konno. Trzeba tu zwrócić uwagę, że metoda ta, kładąca nacisk na bardzo szybkie dopuszczenie do sparingów z oporującym, niewspółpracującym z nami przeciwnikiem jest metodą słuszną z punktu widzenia skuteczności w realnym starciu. Po pierwsze – czas szkolenia rekruta nie pozwalał na zbyt długie cyzelowanie techniczne poszczególnych akcji, chodziło o osiągnięcie przez ogół rekrutów zadowalającego poziomu i wyrobienie w nich przekonania, że mogą skutecznie przeciwstawić się nieprzyjacielskim szermierzom. Po drugie – jak wykazały doświadczenia w innych sztukach walki, to właśnie ta forma trenowania daje najlepsze rezultaty. Pod koniec XIX wieku twórca judo, profesor Jigoro Kano, nie wymyślił żadnych nowych technik, oparł się na liczących kilkaset lat szkołach japońskiego ju-jutsu, wprowadził tylko nowatorską metodykę trenowania – ćwiczenia na prawą i lewa stronę ciała, oporujący, przeszkadzający nam współpartner, dużo sparingów. Metodykę tą rozwinęła następnie brazylijska rodzina Gracie tworząc najskuteczniejszy system walki wręcz – brazylijskie ju-jitsu. Podobnie rzecz się ma z ewolucją karate sportowego w kierunku kicboxingu. Człowiek uczy się walczyć najszybciej, jeśli da mu się możliwość w miarę bezpiecznego, lecz zbliżonego do realnej walki sparowania z równie jak on pragnącym walki przeciwnikiem. Była to fullcontaktowa metoda trenowania, a fullkcontakt jest, jak wykazała praktyka, o niebo skuteczniejszy niż wszelkie kata czy „formy z bronią” lub cięcie po 10 tysięcy razy słomianych mat. Jak mawiał Bruce Lee – „deska nie oddaje…” W Regulaminie, jeśli chodzi o walkę bronią kawaleryjską, czyli szablą i lancą szkolenie szermiercze skupiało się przede wszystkim na sparingach konnych. Ćwiczenia wykonywane pieszo były tak naprawdę jedynie podstawą mającą przygotować do właściwej walki i obejmowały położenia broni, krok, wypad oraz najprostsze pojedyncze akcje szermiercze. Właściwa walka miała się jednak odbywać konno. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, zgodnie z przedwojenną koncepcją użycia kawalerii, jazda miała wykonywać wiele zadań bojowych w formacji spieszonej, niczym dawni dragoni, przewidywano także, charakterystyczne dla całego przedwrześniowego wojska, walki na najbliższą odległość. Do tego rodzaju walki żołnierze mieli jednak przystępować tak jak zwykła piechota, którą stawali się po zejściu z koni. Ich podstawowa bronią był wtedy karabinek kawaleryjski Mauser wz. 98l. Szable pozostawały stroczone przy siodłach. Logicznym zatem wydaje się, że Regulamin nie zalecał poświęcania zbyt dużo czasu na walkę szablą pieszo, skoro wiadome było, iż ułan czy szwoleżer na piechotę będzie walczył karabinkiem z nałożonym bagnetem. Do takich walk zresztą dochodziło we wrześniu 1939 roku kilkakrotnie, gdy polscy kawalerzyści atakowali bądź odpierali ataki z bagnetami nałożonymi na karabinki, jak choćby żołnierze Grupy kawalerii ZAZA pod Kockiem. Szkolenie kawalerzysty obejmowało więc także szkolenie typowe dla zwykłego żołnierza piechoty, w tym także walkę na bagnety, do której przykładano w wojsku przedwrześniowym ogromną wagę. Przy okazji warto zaznaczyć, że żołnierz służący w kawalerii miał zdecydowanie cięższą i bardziej pochłaniającą czas służbę niż piechur, na co zresztą zwracają uwagę autorzy licznych wspomnień o przedwrześniowej armii. Oprócz normalnych ćwiczeń związanych z koniem, musiał opanować wyszkolenie typowe dla piechura, a doba kawalerzysty miała wszak dokładnie tyle samo godzin, co doba „zająca” jak z lekką pogardą nazywano żołnierzy piechoty. Regulamin Kawalerii 1933 roku, w części poświeconej wyszkoleniu szermierczemu, zaleca stosowanie ciekawej metody rozgrywania pozorowanych walk pomiędzy żołnierzami. Na szczycie maski, lub (i) na ramionach kawalerzystów umieszcza się sztywne pióropusze. W trakcie walki żołnierze starają się stracić cięciem własnej szabli pióropusz przeciwnika, co traktuje się jako trafienie. Walki mogły być do 1, 2 lub 3 trafień. Szkolenie przewidywało przede wszystkim rozgrywanie walk pojedynczych (w mniejszym stopniu) i drużynowych, w których naprzeciwko siebie stawały zarówno oddziały równe liczebnie jak i drużyny o nierównej liczbie walczących. Chodziło o wyrobienie w żołnierzach przyzwyczajenia do walki zespołowej, sytuacji w której ważne jest współdziałanie całego zespołu kawalerzystów. Walka „czterech na sześciu” miała pomóc rekrutom zrozumieć, że nawet mniejszy liczebnie, lecz agresywny i współdziałający ze sobą oddział może przeważyć nad liczniejszym przeciwnikiem. - łozy umieszczane na stojakach różnej wysokości do ćwiczenia cięcia z konia,
- słomiany, gruby warkocz namoczony w wodzie do ćwiczenia ciecia pionowego,
- gomóła gliniana w kształcie stożka do ćwiczenia cięcia w prawo („od ucha”). Za wzorowe uznawano cięcie, po którym obie części rozciętej gomóły pozostawały na stojaku’ - druciany pierścień średnicy 10 – 20cm do nauki pchnięcia,
- kula ze splecionego słomianego warkocza umieszczana na stojaku do nauki pchnięcia,
- szpula ze słomy wleczonej po ziemi do pchnięcia szablą lub lancą (cel zmieniający położenie!),
- chochoł, czyli manekin opleciony słomą, który mógł być umieszczany na różnej wysokości i służył do nauki wszelkich technik ofensywnych w walce z konia. ![]() Ilustracja nr 7 – wykorzystanie konia jako osłony podczas walki ogniowej w polu.
Te koncepcje okazały się całkowicie przestarzałe w realiach II wojny światowej. Liczba rannych bądź zabitych od broni białej kombatantów w latach 1939 – 1945 stanowiła odsetek tak znikomy, że wniosek może nasuwać się tylko jeden – szkolenie we władaniu bronią białą w połowie XX wieku nie przekładało się już w żaden sposób na straty zadane przeciwnikowi. W 1939 roku kawaleria polska kilkakrotnie użyła białej broni przeciwko armii niemieckiej – w szarżach pod Krojantami, Wólką Węglową, Mińskiem Mazowieckim. W jednym, a być może w dwóch przypadkach, doszło do starcia z kawalerią niemiecką, która jeszcze wtedy używała szabel. 23 września pod Krasnobrodem szwadron polskich ułanów starł się ze szwadronem kawalerii niemieckiej i zmusił go do ucieczki, dowodzący Niemcami oficer został ścięty przez plutonowego Garlickiego w trakcie walki z polskim dowódcą. Trzeba zaznaczyć, że Polacy używali w starciu lanc, które dawały im przewagę. Wszystkie te wydarzenia miały charakter incydentalny, nie wpływały w najmniejszym stopniu na ogólny przebieg wypadków na froncie, gdzie decydujące znaczenie miał nowoczesny sprzęt pancerny, lotnictwo i artyleria. Czasy zagończyków odeszły bezpowrotnie. Wydaje mi się, że można znaleźć w nim kilka interesujących wskazówek, przydatnych także w naszych czasach. Po pierwsze dążenie od samego początku szkolenia do wyrobienia w szermierzu ducha agresywnego, ofensywnego. Ktoś, kto jest jeszcze niezbyt mocny technicznie, nie ma zbyt dużego doświadczenia, jeśli przyjmie taktykę defensywną, będzie tylko lękliwie czekał na natarcie przeciwnika – przegra na pewno. Natomiast podjęcie zdecydowanej akcji zaczepnej może dać mu sukces, nawet w walce z bardziej doświadczonym zawodnikiem. Druga sprawa, to nacisk na sparing i stałe współzawodnictwo, jako metodę dającą dobre rezultaty w postaci „obicia”, czyli doświadczenia w walce. Trzecia kwestia to ciekawe pozorniki zalecane do ćwiczeń, które można z powodzeniem wykorzystać w naszych czasach. Na uwagę zasługuje zwłaszcza gomóła gliniana do ćwiczenia cięć. Glina była wykorzystywana jako pozornik już w dawnych czasach, jest materiałem tanim i odnawialnym. Marcin Bąk Wszelkie cytaty zaznaczone kursywą – Regulamin Kawalerii 1933 r. cz. IV – Władanie bronią.
|
![]() |
|
© 2008 - 2012 pozycjonowanie SEMCENTRUM
|
|
||||||